* *
Strony: [1]   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Diagnostyka karmy  (Przeczytany 1340 razy)
SasAnka
SasAnka:)
Administrator
Wielki Mędrzec
*****
Offline Offline

Wiadomości: 1233


SasAnka:)


Zobacz profil WWW
« : 2010.05.24, 16:18:36 »

Diagnostyka karmy         

Siergiej Nikołajewicz Łazariew


Księga pierwsza (fragmenty)
System samoregulacji pola

Od Autora
Przed przystąpieniem do czytania książki, Szanowny Czytelniku, sprawdź swój stan emocjonalny. Stanowczo nie polecam czytania książki doświadczając obrazę, rozdrażnienie albo inne negatywne emocje w stosunku do kogokolwiek.

Przed Państwem jest nie, po prostu, nowa książka na interesujący dzisiaj wielu temat, a. w istocie, wykład oryginalnej koncepcji zrozumienia praw świata duchowego, który kieruje światem materialnym, analiza możliwości wchodzenia w świat bioenergetyki.

Głównym celem książki jest poszerzenie pojmowania otaczającego świata, odkrycie i zgłębienie mechanizmów, które nim kierują, i wyłożenie praw wchodzenia w bioenergetykę, gdyż doskonalenie człowieka powinno zaczynać się od uświadomienia sobie świata, zrozumienia jego praw, zdania sobie sprawy z bycia częścią jednolitego systemu Wszechświata.

Dzisiaj ludzkość daleko odeszła od duchowych źródeł, dlatego podobna jest do statku, na którym pokłóciła się załoga, nie ma kapitana, są przedziurawienia i niesprawny jest silnik. Niektórzy z członków ekipy zaczęli już to rozumieć, pojawiły się nawoływania do pojednania się i naprawy statku. Lecz głównym nieszczęściem jest to, - a o tym nikt nie wie, - że statek płynie na rafy, i nawet remont silnika, bez zmiany kursu, nie może uratować statku i jego załogi.

Ludzkość stoi przed niebezpieczeństwem o wiele bardziej poważnym niż Jądrowe, tym niebezpieczeństwem jest - rozpad ducha. Najbardziej przerażające straty - to te. których my nie zauważamy, nie czujemy, gdyż śmierć początkowo występuje na poziomie pola, a później na poziomie ciała. Obecnie proces ten zbliża się do krytycznego dlatego, że to, co dzisiaj stanowi naszego ducha, jutro i pojutrze będzie ciałami naszych dzieci i wnuków. A więc, czym bardziej zubożony jest nasz duch dzisiaj, tym bardziej będzie uszczerbione zdrowie - duchowe i fizyczne - naszych potomków.

Informacja, którą otrzymałem badając struktury biopola ludzkości, jest nader poważna.
Potencjał duchowy, zgromadzony przez świętych, jasnowidzących, założycieli religii światowych, obecnie wyczerpany jest prawie całkowicie, a nierozwinięte strategiczne myślenie stanowi poważne niebezpieczeństwo dla ludzkości. Kolosalne możliwości bioenergetyki ukierunkowuje się nie na zrozumienie otaczającego świata, przewidzenie i uprzedzenie nadchodzących problemów, a na rozwiązanie prymitywnych taktycznych bieżących zadań. Ludzkość zbliżyła się do tego brzegu, za którym - albo duchowe odrodzenie, albo zagłada. Ratunek polega na osobistym duchowym poszukiwaniu każdego człowieka, na uświadomieniu sobie tego, na ile każdy z nas odpowiedzialny jest za losy ludzkie i życie Wszechświata.

Wyobraźcie sobie taki obrazek. Człowieka, który zapragnął zostać kierowcą samochodu, wsadzają do auta, zawiązują oczy, dają w ręce kierownicę, pokazują. gdzie naciskać na gaz, i na tym naukę kończą. W przybliżeniu taki jest teraz poziom wiedzy w dziedzinie bioenergetyki, którą można uzyskać w bardzo krótkim czasie i za nie tak małe pieniądze w licznych szkołach ekstrasensoryki. Szkoły te różnią się między sobą tylko "marką auta" i "mocą silnika". A zaczynać trzeba od nauki zasad ruchu drogowego i budowy, samochodu.
Bez zrozumienia otaczającego świata, siebie, bez poważnego przygotowania, skutki wchodzenia w bioenergetykę mogą być bardziej niebezpieczne, niż prowadzenie samochodu z zawiązanymi oczami.

Wyobraźcie sobie taki obrazek. Człowieka, który zapragnął zostać kierowcą samochodu, wsadzają do auta, zawiązują oczy, dają w ręce kierownicę, pokazują. gdzie naciskać na gaz, i na tym naukę kończą. W przybliżeniu taki jest teraz poziom wiedzy w dziedzinie bioenergetyki, którą można uzyskać w bardzo krótkim czasie i za nie tak małe pieniądze w licznych szkołach ekstrasensoryki. Szkoły te różnią się między sobą tylko "marką auta" i "mocą silnika". A zaczynać trzeba od nauki zasad ruchu drogowego i budowy, samochodu. Bez zrozumienia otaczającego świata, siebie, bez poważnego przygotowania, skutki wchodzenia w bioenergetykę mogą być bardziej niebezpieczne, niż prowadzenie samochodu z zawiązanymi oczami.

Dlatego książka poświęcona jest zasadom zachowywania się w sferze ducha.
Jeszcze jedno ostrzeżenie. Dla pełniejszego wyjaśnienia tematu muszę przedstawiać część informacji, dotyczącą techniki wchodzenia w struktury pola. Nie radzę nikomu, po przeczytaniu książki, starać się robić to samo. Jest to niebezpieczne nie tylko dla osoby lekkomyślnie próbującej powtórzyć moje doświadczenie, ale i dla jej krewnych. Zajmować się tym może bardzo ograniczony krąg ludzi, mających określone zdolności i po ukończeniu poważnych przygotowań.
I na koniec. Wielu czytelników spotka w książce bardzo nieoczekiwaną i nową dla siebie informację, przypominającą sceny ze świata fantastyki.
Lecz ja jestem badaczem, i jak bardzo nieprawdopodobne by Wam się wydawały przedstawione fakty lub wnioski - to jest nasza dzisiejsza rzeczywistość, wielokrotnie sprawdzona i potwierdzona wynikami mojej pracy.

 

Część I
Koncepcja systemu regulacji pola i historia jego rozwoju.

Kiedy pewien mnich, przez dziesięć lat modlący się nieustannie do Boga o dar uzdrawiania, otrzymał go i przyszedłszy do swego świątobliwego mnicha opowiedział mu o tym, ten ostatni poradził mu iść i błagać Boga, aby zabrał ten dar, a podarował widzenie swoich grzechów.

Wyniki moich badań nad bioenergetyką uwarunkowane są dwudziestoma latami pracy w tej dziedzinie, filozoficznym uświadomieniem sobie świata, a także przekonywującym potwierdzeniem głównych filozoficznych i teoretycznych przesłanek w praktyce.

O czym jest ta książka? Przed ludzkością stoją teraz bardzo poważne problemy, i od tego, czy zostaną one rozwiązane, zależy nasza przyszłość. Uważa się, że główne problemy powstają z powodu niepomyślnej sytuacji ekonomicznej, groźby wojny jądrowej i dziesiątek innych przyczyn zewnętrznych. W rzeczywistości główną przyczyną nieszczęść jest sam człowiek, ponieważ, by zmienić świat, najpierw powinniśmy zmienić sami siebie. Zmienić siebie jest o wiele trudniej, niż otaczający nas świat: nie mamy dzisiaj dźwigni, środków, systemów do radykalnej zmiany swojego myślenia, światopoglądu, swojej duchowości. Drogi, proponowane przez dzisiejszych filozofów i Nauczycieli, okazują się w najlepszym przypadku próbą przemyślenia bagażu zgromadzonej wiedzy, w tej sytuacji, gdy główne siły należy skierować na zrozumienie świata, na poszukiwanie dróg samorozwoju. Ażeby zmienić świat, wpływać na niego, należy go rozumieć, gdyż zrozumienie świata - to początek jego zmiany. My często korzystamy z wypaczonych wyobrażeń o świecie i na oślep usiłujemy ujarzmić go, a w rzeczywistości, - zniszczyć, gubiąc przy tym i samych siebie. Musimy uświadamiać sobie stopień naszej zależności od świata i związków z nim, poznać prawa, według których żyje świat i rozwija się. Badania, które ja przeprowadzam, skierowane są przede wszystkim na zrozumienie tego, kim jest człowiek, czym jest świadomość, podświadomość, Wszechświat.

Czas już odejść od prymitywnego materialistycznego wyobrażenia o tym, że człowiek zaczyna się i kończy ciałem fizycznym. Człowiek - to bardzo złożony system informacyjno - energetyczny, tylko w kilku procentach składający się z ciała fizycznego i świadomości, a w 95 - 98 procentach z informacyjno - energetycznych słojów podświadomości, na tyle nam niewiadomych, co i Wszechświat.

Zajmując się zagadnieniami zdrowia człowieka i zapobiegania chorobom, ja, w pierwszej kolejności, szukam przyczyn ich powstawania i za każdym razem przekonuję się o konieczności duchowego i intelektualnego doskonalenia się człowieka. Niestety, obecnie nie ma jednolitego systemu wiedzy, który pozwalałby rozwijać zdolności bioenergetyczne bez szkody dla człowieka. Możliwości bioenergetyki są tak wielkie, że wchodzenie w tę dziedzinę powinno być bardzo ostrożne, stopniowe i zaczynać się powinno od rozwoju etyki u człowieka.

Etyka i zrozumienie świata są najwyższym systemem ochronnym, ale właśnie te pojęcia mamy słabo opanowane. Każdy poważny proces powinien być dobrze przygotowany, zlekceważenie tego może, zamiast do duchowego rozwoju i zbawiennej zmiany, doprowadzić do degradacji i zagłady, a. niestety, te tendencje, ten proces w zarodku już istnieje.

Postaram się wyłożyć przyczyny niepocieszającego fizycznego stanu ludzi, pokazać możliwości i sposoby jego zmiany przez korygowanie delikatnych struktur pola, określić, co to jest umiejętny stosunek do bioenergetyki, do rozwoju możliwości człowieka. Zrozumienie otaczającego świata oraz najwyższa samodyscyplina powinny leżeć u podstawy zmian naszego ducha, duszy, - są teraz obowiązkowym warunkiem dla utrzymania się przy życiu. W książce jest podana ta informacja, która jest niezbędna dla uświadomienia sobie złożoności problemów, stojących dzisiaj przed każdym człowiekiem, gdyż w ciągu ostatnich dwóch - trzech lat gwałtownie nasiliły się wszystkie procesy energetyczne na Ziemi, i teraz to, co nazywa się w bioenergetyce "karmą", prawem zapłaty, pracuje dziesiątki razy szybciej, niż kiedyś.

Moje wyjście na nowe zrozumienie świata zachodziło w ciągu całego mojego życia. Od dziecka odczuwałem w sobie ogromne zdolności, lecz intuicyjnie ukierunkowywałem swoje siły nie na wzmocnienie ich, lecz na zrozumienie świata dlatego, że zawsze czułem, że zrozumienie ważniejsze jest niż nagromadzenie i rozwój zdolności.

Wiele razy słyszałem o sile przekleństwa, że może być ono przekazywane w rodzinie w sposób dziedziczny. W literaturze pięknej również można znaleźć wiele takich przykładów. Silne wrażenie wywarł na mnie przypadek, opisany przez Bławacką w książce "Z pieczar i kniei Hindustanu", przeczytanej w latach siedemdziesiątych. W jednej z osad Indii Bławacka rozmawiała z potomkiem niegdyś bardzo potężnego cara, który opowiedział, co następuje. W czasie jednej ze swoich podróży car, jak to było przyjęte, szczodrze obdarował mędrców, ale zapomniał przy tym przynieść dary dla jednego z obecnych, i, śmiertelnie znieważony, ten przeklął cara. Przerażony car rzucił się mu do stóp i błagał o przebaczenie, l tu, oto, wydarzyło się, moim zdaniem, najciekawsze. Mędrzec odpowiedział, że już za późno: klątwa zaczęła działać i zatrzymać jej już nie można - car utraci tron, lecz życie Jego i potomków mędrzec postara się zachować. Tak też się później stało: cara pozbawiono tronu, a jego potomkowie zostali porozrzucani po całej Indii.

Moja droga do bioenergetyki przechodziła poprzez zaznajomienie się ze sposobami magii, czarów, z metodami ludowych uzdrawiaczy i znachorów. Dużo jeździłem po kraju, studiując je. Za każdym razem, analizując nową informację, chciałem znaleźć praprzyczynę, zrozumieć, co jest źródłem rodzinnych nieszczęść, dlaczego mogą istnieć wymierające rody, choroby dziedziczne ...
Dla mnie było całkiem oczywiste, że geny nie mogą być źródłem tej informacji, ona powinna być przechowywana i przekazywana potomkom tylko poprzez pole. Kiedy to przekonanie sięgnęło określonego poziomu, pozostał mi "drobiazg" - znalezienie w polu człowieka struktur, które spełniają to zadanie, przechowują i przenoszą informację z pokolenia na pokolenie. Te struktury, w istnienie których mocno wierzyłem, nazwałem "stałe informacyjne skupienia" i od połowy lat osiemdziesiątych uparcie starałem się je wykryć w polu człowieka. Udało mi się to osiągnąć na początku 1990 roku w następujący sposób.

Pewnego razu w Pierwszym Instytucie Medycyny zwrócił się do mnie jeden z ekstrasensorów z prośbą, abym pomógł mu rozpoznać złożony przypadek. Chory miał rozerwane pole energetyczne i po leczeniu ono na krótko odbudowywało się, a potem znowu pojawiało się rozdarcie.

To, co wydarzyło się później, można nazwać olśnieniem.

Miękkie, jak "z waty" pole chorego, które ja zawsze odczuwałem jak pustkę, nieoczekiwanie stało się sprężyste, poczułem, że ono reaguje na moje wtargnięcie. Czułem rękami potężne struktury, przechodzące poprzez miejsce rozdarcia pola.

Momentalnie moje odczucie w pełni uległo zmianie, to, co wcześniej odczuwało się jako rozdarcie, było dla mnie stałą strukturą, powodującą deformację pola, przez którą zachodziła utrata energii.

Zrozumiałem, że znalazłem w polu to, co my nazywamy "chorobą", to, co określa stan człowieka. Była to jakościowa zmiana mojej wiedzy dlatego, że dawała możliwość diagnozowania chorób, zanim urzeczywistniły się na planie fizycznym, pozwalała nie tylko leczyć, ale też działać profilaktycznie.

Zdecydowałem, że można utworzyć grupę operatorów, nauczyć ich metody i zająć się leczeniem profilaktycznym wielu chorób, bo też do tego nie potrzeba żadnych lekarstw. Potrzebne tylko dobre władanie metodą. "Błogosławieni wierzący ..."

Leczyłem tak przez rok i uważałem, że te struktury określają tylko stan ciała. Ale stopniowo zaczęły gromadzić się fakty, które nie wpisywały się w to wyobrażenie. W procesie leczenia ludzi wyraźnie zmieniał się ich charakter, a nawet los. Analizując te zmiany, zauważyłem, że charakter, los i choroba tak jakby wzajemnie wiążą się, ale łączność ta Jest wielowariantowa.

Obserwowane deformacje struktur pola realizują się różnie : mogą to być różnorodne choroby, odchylenia psychiki, patologiczna deformacja charakteru, urazy, życiowe niepowodzenia. Kiedy głębiej badałem te fakty, doszedłem do wniosku, że zdrowie, charakter i nawet los człowieka kształtują się poprzez struktury karmiczne. Cała wiedza o człowieku i stanie jego ciała zakodowana jest w polu, a przy tym istnieje dialektyczny związek struktur pola i fizycznych, ze wzajemnym wpływem ich na siebie. Los i charakter człowieka są również zakodowane w strukturach pola, i, jeśli na nich wpływać, stopniowo można wiele poprawić. Im dłużej to badałem, tym bardziej zadziwiające fakty pojawiały się. Postaram się wyjaśnić możliwości metody na przykładach leczenia różnych chorób, korekty złożonych sytuacji życiowych ludzi, pokazać możliwości metody na przykładach testowania przypadków, obiektów przyrody nieożywionej i innych badań.

Z początku pracowałem tradycyjnymi metodami ekstrasensorycznego energetycznego oddziaływania.
W szpitalu leżała kobieta z obrzękiem płuc i była w stanie bardzo ciężkim, lekarze nie dawali nadziei na wyzdrowienie. Poproszony przez córkę chorej, zacząłem leczyć ją na odległość. Po jakimś czasie od rozpoczęcia oddziaływania chora zrzuciła maskę z tlenem. Lekarze nie mogli zrozumieć, co się dzieje. Pacjentce na oczach polepszało się, ona zaróżowiła się, siadła na łóżku i poprosiła o jedzenie, chociaż dotąd już kilka dni odmawiała przyjmowania pokarmu.

Inny wypadek przydarzył się mojemu bratu - chirurgowi. Operował on starszą kobietę z bardzo osłabionym organizmem i pociął sobie rękę. Ręka mu spuchła i węzły chłonne, zaczęło się zakażenie krwi. Stan był dosyć ciężki, nie pomagały antybiotyki. Spróbowałem leczyć brata. Po kilku minutach, od rozpoczęcia oddziaływania, poczuł on jakby ukłucia igiełkami w węzłach chłonnych, później powoli zmniejszała się opuchlizna, a po godzinie temperatura spadła do normalnej, zaczęło się zdrowienie.

W jaki sposób zacząłem leczyć ludzi ? Około dziesięciu lat przeprowadzałem badania, studiowałem literaturę ze wschodnimi metodami i miałem wyobrażenie o sposobach energetycznego oddziaływania na człowieka. Pewnego razu spróbowałem leczenia. A pobudził mnie do tego zdumiewający fakt z biografii Rasputina. Autorka wspomnień o Rasputinie przyszła do niego w obniżonym nastroju, bo w Kijowie umierała jej koleżanka. Dowiedziawszy się o tym, Rasputin obiecał ją uratować. Stanął on na-środku pokoju, na Jej oczach zaczął blednąc, zbladł Jak wosk, postał tak przez dwie minuty, później znowu zaróżowił się i powiedział: "Wszystko w normie, koleżanka będzie żyła". Po kilku dniach nadszedł telegram potwierdzający, że koleżanka wraca do zdrowia, - lekarze są zdziwieni, ale życiu jej nic nie zagraża.

Kiedy znajomym zachorowała dziewczynka najpierw na odrę, a później zaczęły się komplikacje: zapalenie opon mózgowych i obustronne zapalenie płuc, -przypomniałem sobie o Rasputinie i zdecydowałem się spróbować zastosować swoje oddziaływanie. Bardzo chciałem pomóc, miałem ogromne pragnienie spłacić dług, i, jeśli jest choćby tysięczny ułamek nadziei, skorzystać z niej. W poniedziałek, około drugiej po południu, skoncentrowałem się i przekazałem dziewczynce moje szczere pragnienie powrotu jej do zdrowia. Przy tym poczułem fizycznie, że coś się zmieniło, że wywarłem jakiś wpływ. Pojawiło się przekonanie, że mogłem pomóc. Kiedy w środę spotkałem ojca dziecka, dowiedziałem się, że dziewczynka czuje się lepiej.

- Kiedy zaczęła się poprawa? - zapytałem.
- Dwa dni temu, w dzień, o drugiej, - była odpowiedź.

W 1988 roku zwróciła się do mnie matka dziewczynki, u której zaczął się gwałtownie pogarszać wzrok. Dziewczynkę zaczęto leczyć w Pierwszym Instytucie Medycyny, ale, bez względu na wszystkie starania lekarzy, nie można było ustalić przyczyny choroby, a wzrok pogarszał się. Nie mogli wykryć infekcji, leczenie antybiotykami nie dawało żadnych skutków. Widzenie lewego oka wynosiło 6 a prawego 50 procent i stale pogarszało się. Zacząłem pracować z dziewczynką na odległość. Po pierwszym zabiegu zauważyłem polepszenie i zaproponowałem wykonanie Jeszcze dwóch - trzech zabiegów. Po dwóch tygodniach dziewczynce poprawiło się i wypisano ją ze szpitala ze stuprocentowym wzrokiem. Nie znalazłem przyczyn jej zachorowania, ale proces zatrzymałem i mogłem przywrócić wzrok.

Mijał czas. Dziewczynka miała normalny wzrok, ale po kilku miesiącach nagle zaczęły ją boleć nerki. Z ostrym atakiem kolki nerkowej zawieziono ją do szpitala, zaczęto wprowadzać antybiotyki - i znowu żadnego polepszenia. Po jakimś czasie opisano ją. ze złymi wynikami, z bólem nerek. Zrobiłem jej cztery zabiegi i znowu nastąpiło pełne wyleczenie. Bytem szczęśliwy: medycyna jest bezsilna, żadne lekarstwa nie pomagają, antybiotyki nie dają efektów, a ja - pomogłem.

Wtedy jeszcze nie rozumiałem jak są wzajemnie powiązane wszystkie organy, nie wiedziałem, że choroba może przemieścić się z jednego organu na drugi, i tym bardziej nie wiedziałem, że w tym łańcuchu znajduje się też charakter, los, duchowość i inne parametry człowieka.


ciąg dalszy w kolejnym poście.
« Ostatnia zmiana: 2014.03.21, 19:49:04 wysłane przez SasAnka » Zapisane

Z Miłością SasAnka:)
SasAnka
SasAnka:)
Administrator
Wielki Mędrzec
*****
Offline Offline

Wiadomości: 1233


SasAnka:)


Zobacz profil WWW
« Odpowiedz #1 : 2010.05.24, 16:18:55 »

A zatem, dziewczynka była zdrowa. Minęły jeszcze dwa lata. A kiedy mój poziom wzrósł, zobaczyłem, że organizm ludzki - to jednolity system, w którym zdrowie, los, charakter, psychika - są nierozłączne. Spotkawszy matkę dziewczynki, dowiedziałem się ze smutkiem, że mając świetne zdrowie i samopoczucie, ma ona niepomyślny los. Przy testowaniu znaczenia parametru losu okazało się, że jest bardzo ujemny. W zasadzie może to doprowadzić do dużych nieprzyjemności.

Wtedy zrozumiałem, że myśląc tylko o zdrowiu, będąc ukierunkowanym tylko na ciało, wyciągnąłem jeden z węzłów systemu "człowiek" i pogorszyłem pozostałe. Wyleczyłem człowieka, ale nie usunąłem przyczyny Jego choroby i ona przemieściła się na parametry losu. Zrozumiałem, że należy zajmować się leczeniem organizmu jako Jednorodnego systemu. To pozwoliło zobaczyć te "zawiązki", prawdziwe przyczyny, które rzeczywiście wpływają na wszystko.

Jak pokazał test, przyczyną wszystkich nieprzyjemności mojej pacjentki był głęboki żal jej matki do jej ojca w czasie ciąży, to spowodowało deformacje struktur pola, odpowiadających za zdrowie i los córki.

W ciągu kilku lat zajmowałem się leczeniem na odległość, pracowałem dłońmi. Po raz pierwszy zrozumiałem niedoskonałość tej metody około pięciu lat temu.

Leczyłem w jednej rodzinie dzieci i, zwróciwszy uwagę na zły stan ich babci, zaproponowałem pomoc. Babcia odmówiła. Powiedziała, że z powodu dusznicy bolesnej wzywają do niej karetkę pogotowia po pięć - sześć razy w tygodniu, ale ona pogodziła się z tym i nie wierzy, że może być lepiej. W jej polu zobaczyłem, że ma zdrowe serce. Zrobiłem kilka zabiegów energetycznych, stan kobiety poprawiał się za każdym razem. Przy trzecim zabiegu poczułem ręką deformację w polu, w okolicy serca były wyraźne zakłócenia pola. Wodziłem kilka razy ręką, deformacje ginęły, pole wyrównywało się. Ale po kilku dniach atak powtarzał się.

Wtedy przypuszczałem, że działał tu jakiś nie znany mi mechanizm. To należało zrozumieć. Analizując stan chorej poczułem, że zależy on od jakiegoś wydarzenia z jej życia.

- Co się Pani przydarzyło dwa lata temu? - zapytałem.
- Zmarła moja siostra.
- Co Pani wtedy poczuła?
- Ona była taka zdrowa, silna - i umarła, a ja chora i żyję.

Zrozumiałem, co było przyczyną choroby: w podświadomości został kolosalny stres, który prowokował ataki dusznicy bolesnej. Ażeby go zdjąć należało zmienić światopogląd kobiety, jej odniesienie do życia i śmierci. Wyjaśniłem jej, że śmierć - to przejście w inny stan i nie należy odnosić się do niej tak tragicznie.

Nie można żałować przeszłości, gdyż ubolewając nad nią, człowiek podświadomie stara się ją zmienić, przesunąć z miejsca to, czego w żaden sposób nie wolno przesunąć. Powoduje to ogromny niekontrolowany rozchód energii. Aby ukrócić utratę energii, która może doprowadzić do poważnych następstw, organizm blokuje to chorobą na planie fizycznym.

Przeprowadziłem z kobietą kilka seansów techniki autosugestii i ataki więcej nie powtarzały się.

Silny stres, nie zgadzanie się z czymś lub ubolewanie nad przeszłością, wzmocnione emocjonalnie, pozostają w podświadomości i prowokują poważne choroby, ponieważ tworzą deformacje struktur pola. Podczas energetycznej korekty może następować wyrównywanie tych struktur, ale nie zawsze, a najważniejsze - sama przyczyna choroby nie jest usuwana i w dowolnej chwili może przejawić się w innym miejscu. Opisane wydarzenie potwierdziło, że bez dokładnej metody diagnozowania, zrozumienia przyczyn choroby, leczenie na oślep nie jest perspektywiczne. Jeśli ja nie mogę powiedzieć jak leczę, czym leczę, -jest to błądzenie w ciemnościach.

Dalszy rozwój metody odbywał się w Pierwszym Instytucie Medycyny, gdzie leczyłem i równolegle starałem się znaleźć odpowiedzi na pytania dotyczące ochrony lekarza (uzdrawiacza) przed wpływem negatywnych pól. Pracowałem miesiąc za miesiącem, ale postępy były nieznaczne. Pewnego razu leczyłem kobietę, na którą rzucono urok, zobaczyłem strukturę tego uroku w jej polu i zrozumiałem, że usunąwszy ją, można usunąć urok. Wtedy nie podejrzewałem, że są to karmiczne struktury, uważałem, że są one wynikiem negatywnego wpływu drugiego człowieka, wniesionego w biopole. Wszystkich, u których widziałem podobne struktury, leczyłem usuwając je mechanicznie (manualnie) i stan zdrowia poprawiał się. Lecz później pojawili się pacjenci, u których deformacje pól nie mogły być spowodowane rzuceniem uroku.

Przychodzi, na przykład, kobieta z małym dzieckiem. Widzę, że w jej polu i w polu dziecka są jednakowe deformacje struktur, i spowodowane są jakimś konkretnym wydarzeniem z jej życia, przy czym deformacje pola matki pojawiły się kilka lat wcześniej. Wiedziałem już, że takie deformacje związane są z naruszeniami etyki. Powstają one wtedy, gdy człowiek nienawidzi lub obraża się na kogoś.

Mogłem usunąć te deformacje środkami magicznymi typu zaklęć, wzrokiem lub rękami. Zrozumienie tego, że widziałem nie pole ciała fizycznego, a pole informacyjne, przyszło później, dlatego metoda leczenia pozostała tradycyjna dla bioenergetyki: skoncentrowałem się, przesuwałem dłońmi - i deformacje zostały usunięte.

Wtedy zdecydowałem się zbadać swoje możliwości, określić dla siebie maksymalne obciążenie i zacząłem przyjmować dziennie po 30-40 osób. Ciekawiło mnie, ile ja mogę wytrzymać.

Wrażenia były niezwykłe. Po tygodniu takiej pracy zaczynałem się męczyć, przychodziłem do domu ledwie żywy, twarz stawała się koloru zielonego. Później zauważyłem, że z moją energetyką coś się dzieje, pojawiło się wrażenie, że mój mózg "kipi". Potraktowałem siebie jak badacz i, pracując z maksymalnym przesileniem, nie przerywałem eksperymentu: interesowało mnie jak organizm wykręci się z tej sytuacji. A organizm postąpił w nie najlepszy sposób... Zrozumiałem to nie od razu.

Przyjmowałem młodą kobietę. Po dwóch zabiegach uwolniłem ją od choroby i powiedziałem, żeby przyszła jeszcze raz, po prostu do kontroli. Gdy przyszła następnym razem, zauważyłem u niej dziwne zmiany: zbladła, pojawiły się reakcje alergiczne i odchylenia w psychice. Niczego nie mogłem zrozumieć, wziąłem jej numer telefonu domowego i starałem się leczyć na odległość, przez telefon; poprosiłem matkę, by napisała, co dzieje się z córką. Był to całkiem nie standartowy przypadek - najpierw po moim oddziaływaniu stan osoby pogarszał się i to znacznie. U dziewczyny, w tych miejscach, gdzie wodziłem ręką w odległości 20-30 centymetrów od ciała. pojawiały się wypryski, swędzenie. Kiedy przeczytałem notatkę jej matki, to z przerażeniem uświadomiłem sobie, co się dzieje. Zrozumiałem, że to co ja robię - jest to wampiryzm energetyczny.

Ja zabierałem jej energię. Dając organizmowi obciążenia ponad miarę, sprowokowałem się do podświadomego wampiryzmu i zacząłem zabierać energię swoim pacjentom. Konieczne było przerwanie leczenia dlatego, że od teraz mój organizm, w jakiejkolwiek krytycznej sytuacji, będzie wykręcać się właśnie tak - zabierając innym energię. Ponieważ ja działam na odległość, to mogę zabierać innym energię. To była sytuacja bez wyjścia.

Zdecydowałem się skończyć raz na zawsze z bioenergetyką, zobaczyłem nieperspektywiczność dalszej pracy. Nie odchodziłem od klasycznych zasad działania współczesnych ekstrasensorów (bioenergoterapeutów), ale dopuszczając do przeciążenia, po kilku dniach odkryłem, że metody napompowania energią i bezkontaktowego masażu nie są perspektywiczne, nie dają tego leczenia, do którego dążyłem całe życie. Mogę leczyć siłą woli na odległość, władam wszystkimi rodzajami masażu punktowego, dobrze znam metody leczenia technikami oddychania i dietą.

Ale zrozumiałem, że wszystkie te metody mogą przynieść tylko ulgę, lecz nie wyleczenie osoby.
Podtrzymać mnie na duchu starała się lekarka, z którą ja wtedy pracowałem;
prosiła, bym nie stawiał pospiesznie wniosków, bym odpoczął i pomyślał. Właśnie w tym czasie otrzymaliśmy zaproszenie od lekarza ze szpitala we wsi Wozniesienie (tłum. Wniebowstąpienie), by przyjechać tam odpocząć na Wielkanoc. Pasowało mi to i pomyślałem, że odpocznę i przemyślę sytuację, będę mógł coś postanowić;
podświadomie miałem nadzieję, że otrzymam jakiś znak, czy powinienem pracować dalej i czy znajdę jakieś wyjście.

Wyjechaliśmy na jezioro Onega, obejrzeliśmy zachowaną jeszcze drewniana cerkiew z szesnastego wieku. Dzień Paschy był zadziwiający, z szybką zmiana, pogody: padał śnieg, później deszcz, świeciło słońce, i nagle, prosto nad naszymi głowami, pojawiła się tęczą.

Wykąpałem się w jeziorze i poczułem się jak odnowiony, pojawiła się wiara w to, że należy kontynuować pracę, ale znaleźć taką metodę, która pozwoli leczyć ludzi nie oddziaływując na nich energetycznie. I zacząłem jej szukać.
Spróbowałem wpływać na karmiczne struktury, które widziałem poprzez samą osobę. Znalazłszy przyczyny powodujące deformacje struktur karmicznych, objaśniałem je pacjentowi. Całkowicie odmówiłem oddziaływania rękami. To był męczący okres dlatego, że na początku słabo władałem metodą i rezultaty oddziaływania były o wiele słabsze, niż przy pracy rękami.

Zrozumiałem wtedy, że przyszłość jest w tej metodzie, że w pierwszej kolejności należy znajdować przyczyny naruszeń karmicznych, badać je, studiować informację i przekazać ją ludziom, gdyż wyleczyć mogę setki, a pomóc zrozumieć przyczyny chorób i pokazać drogi wyjścia z nich - milionom.

Od tego momentu zostałem badaczem, i tylko badaczem. Przejaw wampiryzmu w procesie leczenia doprowadził mnie do zrozumienia, że powstanie choroby związane jest z naruszeniem praw etyki, dlatego też i leczenie powinno być ukierunkowane na uświadomienie tych naruszeń, zmianę światopoglądu człowieka. Choroba jest jednym z mechanizmów rozwoju ducha.

Informację o tym znamy od dawna, tylko na jakiś czas zapomnieliśmy o niej, i wyłożona jest od wielu wieków w Świętych Księgach. Najważniejsze to zrozumieć swoje błędy, uświadomić sobie je i poprzez skruchę dojść do harmonii ze Wszechświatem, z Boskością.

Widząc karmiczne struktury człowieka, mogę ocenić jakiekolwiek oddziaływanie lecznicze. Widzę jak zmienia się fizyczna i polowa struktura człowieka przy uświadomieniu sobie swoich uczynków, ponieważ ciało zależy od ducha i jednocześnie wpływa na ducha. Dlatego też leczenie powinno oddziaływać i na ciało i na duszę. W pierwszej kolejności - na duszę i ducha, jako pierwotne (w stosunku do ciała).

Zlikwidowanie deformacji struktur pola poprzez uświadomienie, skruchę daje wspaniałe wyniki w powrocie do zdrowia ludzi na poziomie fizycznym. O ile między pojawieniem się deformacji w polu a chorobą na planie fizycznym istnieje określony odstęp czasu, metoda jest niezastąpiona dla wczesnej diagnostyki.

Każdy przypadek leczenia był próbą wniknięcia w sens choroby, próbą osiągnięcia zrozumienia tego, co to takiego choroba, skąd przyszła i jaką rolę odgrywa wżyciu człowieka. Ja badałem pole człowieka rękami, ramką, wahadełkiem.

W 1986 roku poznałem W.B. Polakowa, który kierował laboratorium pomiarów biodynamicznych. Jedną z zalet szkoły Polakowa było to, że pomyślnie wykorzystywał on dla diagnostyki medycznej metodę ponderomotorycznego (tłum. mechanicznego) pisma i uzyskał wysoki stopień dokładności tak w dystansowej, jak i kontaktowej ekspres diagnostyce fizycznych pól obiektu. W metodzie pracy Polakowa znalazłem to. co było dla mnie ważne: na pierwszym miejscu była diagnostyka, a później oddziaływanie.

Opanowawszy pismo mechaniczne, jeszcze jakiś czas próbowałem badać, mimo wszystko, samą chorobę, a nie przyczyny jej powstawania i uparcie poszukiwałem pól informacyjnych. W końcu 1990 roku doszedłem do wniosku, że przyczyną zachorowań jest naruszenie struktur pola i leczyć trzeba nie chory organ a pole.

Nauki filozoficzne Wschodu potwierdzały to, że podstawą są subtelne struktury pola, które związane są z naszym duchem; zawsze czułem to podświadomie. Widziałem deformacje pola, wpływające na stan fizyczny człowieka, widziałem informacyjne struktury, powstające przy różnych chorobach, i, oddziałując na nich, przeprowadzając korektę, osiągałem zmianę nie tylko stanu fizycznego, ale i innych parametrów informacyjno - energetycznego systemu człowieka. Stopniowo formowały się elementy systemu, który pozwala na silne oddziaływanie, leczenie nie tylko już istniejących, ale i przyszłych chorób, ponieważ deformacja struktur pola zaczyna się 5-10 lat przed pojawieniem się choroby na planie fizycznym.

Przekonawszy się, że deformacje pola powodują różne odchylenia na planie fizycznym, zabroniłem sobie oddziaływać energetycznie. Moje zadanie polega na dokładności diagnostyki, umiejętności przeanalizowania sytuacji i znalezienia praprzyczyny.

Choroba - to czerwone światło sygnalizujące, że człowiek "nie tędy idzie". My rozpatrywaliśmy ją zawsze jako katastrofę, staraliśmy się ją usunąć, a choroba, faktycznie, uprzedza nas o błędach i pracuje na nasze zbawienie. Człowiek. cierpiąc i męcząc się, powinien uświadomić sobie naruszenia, jakich się dopuścił, doskonalić się duchowo, szukać nowych dróg rozwoju. To pobudziło mnie do zbadania parametrów duchowości człowieka.
.
Moją metodę badania karmy można nazwać "graficznym Jasnowidzeniem". Widzę ja nie tyle same wydarzenia, ile prawa, które zostały naruszone, widzę w abstrakcyjnej formie, co się wydarzyło.

Znając zależność człowieka od struktury pola, analizowałem związki pomiędzy zachowaniem się, etycznym nastawieniem, zdrowiem, formą deformacji struktur i - poprzez uświadomienie tych naruszeń - leczyłem. Używałem klasycznego pojęcia karmy, myśląc, że w tym życiu lub w jednym z wcześniejszych wcieleń człowiek coś naruszył (wykroczył) - i teraz choruje. Ponieważ wgląd we wcześniejsze życie człowieka jest bardzo złożony, zadowalałem się wglądem w jedno życie, i efekt był lepszy, niż przy oddziaływaniu rękami. Co prawda były drobne niuanse. Kiedy mi przynoszono dwu-trzy miesięczne dziecko ciężko chore, oczywiście najprościej było by powiedzieć, że w przeszłym życiu nagrzeszyło to i teraz się rozlicza. Lecz widziałem, że deformacja struktury pola dziecka jest zbieżna z deformacją struktury pola matki, i dlatego nasuwał się wniosek, że struktury pola przekazują dzieciom rodzice.

Było to odkrycie nowego mechanizmu przekazywania dziedziczonej informacji. Kiedy korygowałem deformacje pola materii, dziecko na oczach zdrowiało. Zrozumiałem, na ile zależy zdrowie dziecka od postępowania matki, zwłaszcza w ciągu kilku ostatnich lat przed jego urodzeniem. Silna nienawiść doświadczana w czasie ciąży, w zasadzie jest przyczyną uszkodzeń dziecka lub choroby organów, umiejscowionych w głowie: mogą rozwinąć się problemy ze wzrokiem, słuchem.

Silna obraza matki powoduje, że dziecko jest człowiekiem obrażalskim. Postępowanie matki określa los i zdrowie przyszłego człowieka. Ojcowskiej linii na początku nie dawałem znaczenia, dopiero później zrozumiałem, że odpowiedzialni za ciało i duch dziecka są i matka i ojciec w równym stopniu. Rodzice przekazują dzieciom absolutnie pełną informację o swoim zachowaniu i postępowaniu swoich przodków, z tej informacji składa się (kształtuje się) los dziecka, jego ciało, charakter, duchowość.

Badania, które przeprowadzam, z każdym faktem potwierdzają namacalnie jedność otaczającego świata, ożywionej i nieożywionej przyrody, niższych i wyższych organizmów.
Muszę powiedzieć, że czułem to zawsze, a wszystko, co działo się wokół, często potwierdzało tę jedność.

Moje dzieciństwo przebiegało nad brzegiem Morza Azowskiego. Obserwowałem, jak na płyciznach dokazywały maleńkie rybki, zbiorowo wynurzając się z wody i wykonując swoje tańce, ślizgając się pionowo po powierzchni wody na koniuszku ogonka. Tak swawolić mogą dzieci rozumnych istot, nie znanych i nie zrozumiałych nam.

Pewnego razu, będąc na wędkowaniu, miałem możliwość śledzenia rybę - "samobójcę". Zbliżyłem się do brzegu i zobaczyłem niedaleko od wody niewielką rybkę, która ciężko oddychała. Chciałem ją włożyć do wody, ale ona nagie podskoczyła, błysnęła łuskami i zniknęła w rzece. Po kilku minutach skok na brzeg powtórzył się, a później - znów do wody.
Byłem zdziwiony i obserwowałem ją dalej. To była ta sama rybka, która w ten dziwny sposób czegoś dowiadywała się dla siebie o otaczającym świecie.

Ona uparcie skakała na brzeg, a później z powrotem do rzeczki, ryzykując życiem, gdyż mogło Jej nie starczyć sił, by wrócić do wody, albo też mogła pomylić się i skoczyć w inną stronę; ale rybka kontynuowała swoje skoki, ani razu nie popełniając błędu.

A kto z nas nie spotkał się choć raz w życiu z uprzejmością zwierząt? Kiedy pracowałem jako przewodnik nad jeziorem Ryca, zobaczyłem pewnego razu na ścieżce żmiję pobitą kamieniami. Pożałowałem jej i włożyłem do woreczka foliowego, aby wypuścić gdzieś w lesie, z dala od. ludzi. Żmija była nieduża, z biaława, skórą, nie wiem dlaczego zadecydowałem, że nie jest jadowita. Leżała w woreczku jak ociężała (bezsilna), nie przejawiając aktywności; zacząłem do niej przywykać i, zapominając jak jest to niebezpieczne, czasami dotykałem ja, palcem. Ona długo była obojętna, aż tu nagie, z lekkim obrotem głowy, nieoczekiwanie przegryzła worek foliowy.

Zrozumiałem, że to ostrzeżenie, zaniosłem ją na bok od ścieżki i wypuściłem na trawę. Żmija zaczęła powoli poruszać się, wpełzając pod kamienie, a ja, dla zabawy, przytrzymywałem jej ogon. Ona cierpliwie oglądała się i czekała, aż ją puszczę. A ja dalej ją przytrzymywałem i. nagle, z szybkością błyskawicy żmija zwinęła się, a jej głowa pojawiła się obok mojej ręki.

Patrzyła na mnie nie próbując ugryźć, ale ostrzegając.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy po kilku dniach pokazano nam na szkoleniu fotografię mojej znajomej żmii - była to śmiertelnie jadowita żmija Koznakowa, mieszkanka kaukaskich gór.

Jeden z pierwszych przypadków, kiedy mogłem zmienić nie tylko fizyczny, ale i psychiczny stan człowieka, był następujący: dziewczyna bardzo kochała młodzieńca, ale nie mogli być razem i dlatego rozstali się. Po kilku latach rozłąki dręczyła ją ta miłość, nie tyle miłość, ile coś niezrozumiałego, bardzo męczącego. Zrozumiała ona, że nie powinna być do niego przywiązana, lecz to przywiązanie istniało i po prostu niszczyło ją Było to bardziej podobne do zaklęcia, niż miłości. Dziewczyna poznawała młodych ludzi w nadziei, że ktoś jej się spodoba. Ale nic podobnego... Zacząłem analizować, czy jest w tym jej wina. Nie - wynikało z testu. Kto jest winny? - Kobieta, krewna, jej babcia.

Ku mojemu zdziwieniu, dziewczyna wiedziała, o co chodzi. Jej babcia w młodości bardzo kochała pewnego człowieka, ale wyszła za mąż z rozsądku. Babcia zabiła miłość w sobie i w kochanym człowieku, a jej wnuczka powinna odpracować swoim cierpieniem to, co zrobiła babcia. Po rozmowie z babcią i uświadomieniu jej tego, że zabiła miłość, przekroczyła wyższe prawa, dziewczyna pozbyła się cierpień. Zrozumiałem, że tą metodą można nie tylko leczyć, ale pomagać duszom ludzi, ich losom.

Ten, kto chociaż trochę poznał literaturę ezoteryczną lub filozofię Wschodu, obowiązkowo spotykał wzmiankę o stu ośmiu prawach rządzących Wszechświatem, Nie raz chciałem odszukać je w literaturze, ale, niestety, jak dotąd nie spotkałem nigdzie w pełnym wydaniu - możliwe, że nam jeszcze nie dane jest poznać je w pełni...

Moje doświadczenie pracy w bioenergetyce mówi o tym. że pomiędzy wieloma wykroczeniami, których dopuszczają się ludzie w bezskrzydłej przyziemności dnia codziennego jest jedno, najcięższe - to zabicie miłości w najróżniejszych przejawach; wszystkie inne wykroczenia są wtórne i wynikają z braku w człowieku miłości do Boga, do Wszechświata, do rodziny, dzieci, przyrody, ludzi...

 

Akademia Parapsychologii - Sankt -Petersburg 1995
 

Fragment Książki DIAGNOSTYKA KARMY Siergieja Łazariewa wydanej przez Wydawnictwo Raduga Verlag

Z języka rosyjskiego przetłumaczyła: Barbara Szewczyk
« Ostatnia zmiana: 2014.03.21, 19:48:29 wysłane przez SasAnka » Zapisane

Z Miłością SasAnka:)
Strony: [1]   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

dl-stats
TinyPortal v1.0 beta 4 © Bloc